Miałem kiedyś dom i ludzi, którzy mówili, że mnie kochają. Myślałem, że będzie tak już zawsze, że nic się nie zmieni. Niestety, pewnego, smutnego dla mnie dnia wylądowałem na ulicy. Nagle straciłem wszystko, zostałem zupełnie sam. Bez dachu nad głową, bez moich ludzi, bez jedzenia. Nie wiedziałem gdzie iść, czego szukać. Bałem się, że nikt mi nie pomoże. Na całe szczęście uratowali mnie życzliwi ludzie. Choć bałem się i nie wiedziałem, czy chcą dla mnie dobrze, to im zaufałem. Jako jedyni byli w stosunku do mnie mili więc podszedłem do nich i pojechałem z nimi. Oglądałem mijające obrazy, zastanawiając się cały czas, czy dobrze zrobiłem. Dojechaliśmy do bramy.

Na dużym zdjęciu był jakiś pies, jak się później okazało, nie był to jedyny pies w tym miejscu. Po zatrzymaniu się ludzie, którzy zabrali mnie z ulicy otworzyli drzwi, założyli obrożę i poprosili, abym wyszedł. Wtedy moim oczom ukazał się widok, jakiego nigdy nie chciałem widzieć. Mnóstwo psów dookoła, wszystkie strasznie szczekały. Znowu opanował mnie strach. Dlaczego mnie tu przywieziono? Co dalej ze mną będzie? Czy te psy mnie zagryzą? Nie chcę przecież zginąć! Chcę żyć! Czy to jakaś kara? Przecież nic złego nie zrobiłem, straciłem wszystko, co miałem i w dodatku teraz jestem w jakimś piekle!

Ludzie widząc mój ogromny strach pogłaskali mnie po głowie, poklepali po grzbiecie i powiedzieli, żebym się nie martwił. Obiecali, że nic złego mi się nie stanie i będzie już tylko lepiej. A psy szczekają na mnie tylko dlatego, że jestem dla nich obcy. Zaprowadzili mnie do boksu. Znowu byłem sam. Pomyślałem, że ponownie zostałem oszukany przez ludzi. Może oni tacy już są- tylko obiecują i dają nadzieję, a potem zostawiają samego i nie przejmują się tym, co czuję. Poczułem jak powoli opadam z sił. Teraz już naprawdę nie chciało mi się żyć. Zrezygnowany poszedłem spać. Obudziło mnie wołanie, zobaczyłem jakiegoś człowieka, który przyniósł mi jedzenie i podał dziwne tabletki. W końcu mój brzuszek poczuł ciepłe, smaczne jedzonko. Człowiek pogłaskał mnie i poszedł. Dziwne to miejsce- pomyślałem. Przychodzą i odchodzą. Tak naprawdę było mi już wszystko jedno, cieszyłem się, że wreszcie mogłem zjeść coś, co w ogóle nadaje się do zjedzenia…

bruno

Następne dni wyglądały podobnie, przychodzili, trochę ze mną pobyli, nakarmili i odchodzili. Jednak po paru dniach nastąpił przełom. Założono mi obrożę i zaprowadzono do innego boksu. W budzie siedziała suczka. Gdy mnie zobaczyła od razu podbiegła, obwąchaliśmy się nawzajem. Zamerdała ogonkiem i szturchnęła mnie pyszczkiem. Zaczęliśmy się bawić i skakać. Następnie Kenia- bo tak miała na imię suczka, z którą zamieszkałem, opowiedziała mi swoją historię. Ona też kiedyś miała fajny domek. Jej właściciele planowali wyjazd na wakacje. Kenia strasznie się ucieszyła, pamiętała, że jak była małą, słodką kuleczką pojechała z nimi nad morze. Dzieci bawiły się i nosiły ją na rękach. Gdy urosła niechętnie brali ją ze sobą. Miała nadzieję, że ona też pojedzie, że skoro mieszka z nimi i dzieli każdy wspólny dzień to wakacje też powinny być wspólne. Jaka więc była radość, gdy Kenia wsiadła do samochodu i razem z rodziną pojechała wypocząć. Niestety, biedna Kenia nie nacieszyła się długo urlopem. Jej właściciele zatrzymali się w pewnym momencie i poprosili, aby wyszła na zewnątrz. Myślała, że to tylko chwilowy postój więc radośnie wyskoczyła. Jej opiekunowie, nie czekając długo weszli z powrotem do samochodu i czym prędzej odjechali. Jak to? – pomyślała- a co ze mną? Halo! Zapomnieliście o mnie…!

Ogromnie rozpaczała, jednak postanowiła, że zostanie w tym samym miejscu na wypadek gdyby po nią wrócili. Czekała kilka dni, samochody przejeżdżały jeden za drugim. Nikt się nie zatrzymał, nawet żeby zobaczyć, czy żyje. Dlaczego ludzie są tacy obojętni? Gdyby nie jedna, dobra dusza, która się nad nią zlitowała czekałaby pewnie całe wieki. Jej właściciele zapewne już dawno o niej zapomnieli, przemarznięta i głodna wsiadła do samochodu, który zawiózł ją do schroniska.

Następnie Kenia zaczęła opowiadać mi o miejscu, w którym się znalazłem. Powiedziała, że wszystkie psy zostały potraktowane podobnie, jak my. Nie mają swoich domów, a to miejsce jest naszym schronieniem i nadzieją. Tu przychodzą bowiem ludzie o dobrych sercach, którzy chcą nam pomóc i znaleźć nowe domy, ale takie, z których już nie zostaniemy wyrzuceni.
Jesteśmy tu przez ludzi- powiedziała Kenia. Przez to, że przestaliśmy być potrzebni, a może po prostu znudziliśmy się im. Przestali nas kochać… a może nigdy nas nie kochali? Co to za miłość, gdy porzuca się bez zastanowienia kogoś, kto kochał Cię nad życie? To niesprawiedliwe… dlaczego zostaliśmy tak potraktowani? Pocieszyłem ją, powiedziałem, że to nie nasza wina. Widocznie tak miało być. Może teraz będzie nam lepiej? Zapytałem również o te dziwne tabletki. Co to takiego? Po co je dostałem? Kenia powiedziała, że to były tabletki na odrobaczenie. Każdy nowy pies musi je dostać, ale to dla naszego dobra.

Mijały dni, poznałem lepiej zarówno Kenię jak i mój nowy dom. Ludzie, którzy przywieźli mnie do schroniska to moi nowi opiekunowie. Codziennie rano sprzątają nasz domek, a my w tym czasie wesoło hasamy po terenie schroniska. Później wołają nas i zachęcają kiełbaską, abyśmy wrócili. Są dla nas bardzo mili i robią wszystko, żebyśmy czuli się tu komfortowo. Przychodzą także do nas wolontariusze, którzy wychodzą z nami na spacery, czeszą nas, głaszczą po łepkach i przytulają. Często odwiedzają schronisko ludzie, którzy chcieliby przygarnąć jednego z nas. Oglądają wszystkie psy,

Wiecie co? Bardzo polubiłem Kenię, jej opowieści i zabawy z nią. Uwielbiam patrzeć w jej piękne oczy, czuje się wtedy bezpiecznie. Cieszę się, że mam obok siebie Kenię. Ona dodaje mi nie tylko odwagi, ale pociesza mnie i dzięki niej czuję, że moje życie ma sens. Wiem, że nie muszę czuć się już winny. Nic złego nie zrobiłem moim opiekunom. Oni po prostu nie byli na tyle odpowiedzialni, aby mną się opiekować. Mam tylko nadzieję, że nie przygarną kolejnego psa, ponieważ nie chcę, aby tak, jak ja pewnego dnia stał się im niepotrzebny…

Wracając do mojej współlokatorki- czuję, że jest moją bratnią duszą. Lubię spędzać z nią czas i ostatnio nawet przekonałem się, że bez niej życie jest szare i ponure. Któregoś razu, po spacerze zacząłem się źle czuć. Byłem słaby i bez chęci do życia. Ludzie powiedzieli, że mam kleszcza i ten niedobry kleszcz zaraził mnie chorobą. Musiałem jechać do lekarza, który przez kilka dni podawał mi jakiś dziwny płyn. Musiał ukłuć mnie w łapkę i wprowadzić ten płyn przez długi przewód. Dowiedziałem się, że była to kroplówka. Czułem się naprawdę strasznie. Świat dziwnie wirował, moje łapki odmawiały posłuszeństwa, nie miałem na nic siły. W dodatku nie było przy mnie mojej ukochanej suni. Zastanawiałem się, czy z tego wyjdę, czy jeszcze dane mi będzie ją zobaczyć. Ogromnie za nią tęskniłem, popłakiwałem nawet, gdy nikt nie widział. Na całe szczęście po kilku zabiegach z kroplówką poczułem się o wiele lepiej, mogłem wrócić do schroniska. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszyłem z tego powodu. Zastanawiałem się, czy Kenia też tęskniła za mną tak mocno, jak ja za nią. Bałem się, że może być na mnie zła za to, że tyle dni mnie nie było. Gdy zobaczyłem moją piękną Kenię przez okno samochodu chciałem od razu wyskoczyć do niej i poczuć jej zapach. Jej cudowne, mądre oczęta patrzyły na mnie i mówiły: No chodź tu! Ile mam czekać?! Wbiegłem do boksu jak na skrzydłach. Kenia! Moja kochana Kenia! Już wszystko jest dobrze, czuję się wspaniale! Tęskniłaś za mną choć troszeczkę? –Oczywiście głupku! Nie chciało mi się żyć na myśl, że coś może Ci się stać! Liczyłam każdą minutę, zastanawiałam, czy do mnie wrócisz… –Wróciłem! Już Cię nie opuszczę, obiecuję! Nie mogliśmy się sobą nacieszyć i uwierzyć, że znowu jesteśmy razem. To była jedna z najwspanialszych chwil w moim schroniskowym życiu. Warto dla takich żyć i przetrwać nawet najcięższą chorobę. Kenia jest moją rodziną. Jest dla mnie wszystkim. Dzięki niej czuję, że życie jest piękne!

Tego dnia utwierdziliśmy się w przekonaniu , że chcemy być już zawsze razem. Nasi opiekunowie widzą, jak bardzo się kochamy i szukają dla nas wspólnego domu. Ja i Kenia nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Bardzo się kochamy i nie chcemy, aby nas rozdzielono. Mamy nadzieję, że to nie zmniejszy naszej szansy na adopcję. Jesteśmy przecież taką fajną parą! Każdy się nami zachwyca. Uwielbiamy ludzi, kontakt z nimi, ich dotyk i obecność. Jesteśmy bardzo grzeczni, nie psocimy i nie niszczymy niczego. Ładnie chodzimy na smyczkach, idziemy zawsze obok siebie, obwąchujemy te same miejsca. Lubimy dzieci, z którymi grzecznie się bawimy. Wiemy, że są małe, delikatne i trzeba się z nimi obchodzić łagodnie. Zachowujemy czystość i nie mamy absolutnie żadnych wad! Proszę Was, przeżyliśmy w naszych życiach tak wiele… Obiecałem Kenii, że znajdziemy dom. Są dni, kiedy moja kochana sunia traci nadzieję. Pocieszam ją, ale w duchu liczę na to, że nasze marzenie się naprawdę spełni. Jest nam tu dobrze, opiekunowie dokładają wszelkich starań, abyśmy nie czuli się gorzej. Nie zastąpią nam jednak prawdziwego, kochanego domu. Tylko Wy- ludzie o dobrych sercach możecie go nam zapewnić. Nie bójcie się, że adopcja dwóch psiaków naraz będzie trudna. Pokażemy Wam, że jest zupełnie inaczej! Wniesiemy do Waszego domu mnóstwo miłości i szczęścia. Będziemy Was kochać najmocniej, jak się tylko da. Nie zawiedźcie nas, nie chcemy już nigdy zwątpić w ludzi…