Dziś opowiem Wam moją historię. Jako szczeniak żyłem sobie razem z moją psią rodzinką w pustostanie. Nie znaliśmy kogoś takiego jak człowiek. Dopiero po kilku miesiącach zaczęli się nami interesować ludzie, którzy odkryli naszą kryjóweczkę. Nie daliśmy im się tak łatwo złapać, ponieważ nie wiedzieliśmy zupełnie jakie są ich zamiary i czego w zasadzie od nas chcą. Tobi, mój brat był bardzo łatwowierny, jako pierwszy podszedł do ludzi. Ja poszedłem za nim, chcąc go uratować. Takim sposobem znaleźliśmy się w schronisku. Następnie dołączyła do nas nasza mama, a na końcu siostra Emilka. Pierwsze dni w nowym miejscu były dla nas ogromnym stresem. Każdy chciał się z nami zapoznać, pogłaskać. Gdy tylko ktoś próbował wejść do naszego boksu czym prędzej chowaliśmy się w budzie. Nie lubię się chwalić, ale szczerze mówiąc to ja byłem najodważniejszy i wziąłem na swoje barki zadanie chronienia rodzinki. Za każdym razem kiedy ktoś chciał zbliżyć się do mojej mamy szczekałem najgłośniej jak tylko się dało. Odstraszałem wszystkich, byłem z tego bardzo dumny.

Tobi, mój brat namawiał mnie do tego, aby zaufać ludziom, ale ja miałem swoje zdanie na ten temat. Nie wiedziałem czy chcą dla nas dobrze więc dlaczego miałbym im zaufać i pozwolić na to, aby zrobili krzywdę mojej rodzinie?
Mijały miesiące, poznaliśmy schronisko i jego mieszkańców lepiej. Emilka i Tobi znalazły nowych opiekunów, zostałem już tylko ja i moja mama. Z czasem dołączył do nas nowy kolega, bardzo wesoły i łagodny. Gdy ktoś do nas przychodził wskakiwał mu na kolana i lizał po twarzy. Kiedy zobaczyłem to po raz pierwszy pomyślałem, że to wyjątkowo niesmaczne.
– Dexter, oszalałeś?! Jak możesz lizać ludzi po twarzy i tak się do nich wdzięczyć?!
– Zupełnie Cię nie rozumiem. Ludzie są super! Nie rozumiesz, że to dzięki nim psy w schronisku znajdują nowe domy? Nie możesz być niemiły dla ludzi, bo nigdy nikt Cię nie polubi!
– Ale ja nie chcę być dla nich miły! Najpierw przywieźli nas do tego miejsca, potem zabrali moje rodzeństwo! I ty mówisz mi żebym był dla nich życzliwy?!
– Zabrali Was z miejsca, gdzie groziło Wam niebezpieczeństwo. Emilka i Tobi mają domy, w których są kochane i szczęśliwe. Nikt nie zrobi im krzywdy, nie martw się. Poza tym my, psy nie dalibyśmy sobie rady bez ludzi. To oni zapewniają nam godny byt, jedzenie i miłość. Wyluzuj trochę, stary! Zacznij cieszyć się na widok człowieka, a zobaczysz, że lada dzień znajdziesz dom!
To, co mówił do mnie Dexter z początku wydawało mi się kompletnie bez sensu, ale gdy popatrzyłem na psy, które wychodzą ze schroniska z nowymi opiekunami pomyślałem, że coś w tym jest.
Przyznam, że w pewnym momencie straciłem wiarę w całe to ponure życie. Każdy dzień w schronisku jest taki sam. Choć byłem blisko mojej mamy to wciąż myślałem o moim rodzeństwie. Jeśli Emilka i Tobi mają swoje domy i są w nich szczęśliwe to czemu i ja nie mógłbym żyć podobnie? Może ludzie wcale nie są tacy straszni? Może to ja się niepotrzebnie uparłem? Póki co innym wychodzi na dobre to, że kochają człowieka i chcą być blisko niego. Mną się nikt nie interesuje bo szczekam, a moja mama nie może znaleźć domu bo nie pozwalam na to, aby ktokolwiek ją dotknął… może czas się zmienić?

10444540_740401722670015_349787507662415029_n

Pewnego, zupełnie normalnego dnia przyszła po mnie jedna z opiekunek i powiedziała: „Emil, skup się. Jest Pani, która chce Cię przygarnąć. Pozwól mi wziąć się na ręce i pokaż z jak najlepszej strony.”
Zamerdałem ogonkiem. Jak to? Jeszcze nie zdążyłem zmienić swojego zachowania, a już ktoś chce mnie zaadoptować? Super!
No tak. A moja mama? Co z nią?
Spojrzałem na mamę. Miała smutny wyraz pyszczka. Tak samo jak wtedy, gdy do domu szła Emilka, a później Tobi. Powiedziała, że to moja szansa i więcej takich już może po prostu nie być. Mam z niej skorzystać i pokazać, że wychowała mnie na cudownego psa. Pożegnanie trwało krótko.

Opiekunka zaniosła mnie do biura, w którym czekała na mnie Pani. Spojrzała czułym wzrokiem i trzęsącą się ze stresu dłonią pogłaskała mnie. Trząsłem się i ja, ale poczułem, że ta Pani ma w sobie dużo ciepła. Wiecie co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Ten dotyk, to głaskanie… podobało mi się! To było coś zupełnie nowego. Coś, czego nigdy nie czułem.
Pojechałem do domu. Swojego nowego domu. Oczywiście z nową opiekunką, która nie przestawała mnie głaskać i pocieszać.

To był bez wątpienia wyjątkowy dzień. To był dzień, w którym odkryłem, że ludzka dłoń jest czymś wspaniałym! Wprawia w błogi, cudowny nastrój i działa kojąco na wszystkie nerwy.
Dlaczego tak długo stroniłem od ludzkich dłoni?! Dlaczego ukryłem się pod skorupką szczekającego psa i nie pozwoliłem się dotknąć? Ależ ja byłem głupi… na szczęście teraz się to zmieni!

Zmieniło się dużo. Polubiłem dotyk mojej opiekunki, jej obecność, zapach. Zacząłem ją traktować jak moją mamę. Niestety to był duży błąd z mojej strony. Zakochałem się w niej do tego stopnia, że nie chciałem, aby ktokolwiek nam przeszkadzał. Chodziłem z nią do pracy, dzięki niej polubiłem spacery! Niestety moja cudowna, najwspanialsza opiekunka miała męża i syna. Nie potrafiłem przyzwyczaić się do nich tak, jak do mojej opiekunki. Byłem zły, gdy syn się do niej przytulał. W ramach zemsty za każdym razem, kiedy chciał mnie dotknąć byłem dla niego niemiły. Zrozumiałem, że obecność dzieci bardzo mi przeszkadza. Dopiero co oswoiłem się z człowiekiem. Dużym, dorosłym i spokojnym. Ciężko było mi tak od razu zaprzyjaźnić się z tym mniejszym człowiekiem, który oczekiwał ode mnie zabaw i wykonywał szybkie ruchy. Niefortunnie, zupełnie niechcący stałem się takim Emilem, jak na początku. Broniłem moją opiekunkę- nową mamę przed jej synem. To było silniejsze ode mnie. Nie polubiłem go, a on się mnie bał. Niestety nie takiego psa chciał mieć. Pragnął mieć przyjaciela, z którym będzie się bawić i którego będzie mógł do woli przytulać. Dla mnie to było zbyt wiele. Wróciłem do schroniska.

Moja opiekunka długo zastanawiała się nad tym, co zrobić. Prowadząc mnie pod bramę schroniska strasznie rozpaczała. Powiedziała, że jestem idealnym psem. Otworzyłem się i przekonałem do ludzi szybciej niż ktokolwiek by pomyślał. Problemem nie było to, że wychowałem się z daleka od ludzi, ale to, że najwyraźniej nie przepadam za dziećmi. Nie może być tak, że jej syn będzie się mnie bać. Chciała, aby przekonał się, że psy są najlepszymi przyjaciółmi. Ja jestem najlepszym przyjacielem, ale wolałbym znaleźć dom, w którym nie ma dzieci.

Obiecuję, że już nie będę skupiać się na jednej osobie i traktować jej jak moją mamę, której bronię. Już wiem, że życie u boku człowieka może być piękne.
Nie jestem w stanie wyrazić wdzięczności. Dziękuję mojej tymczasowej opiekunce. Jej cierpliwość i ciepło wpłynęły na mnie wyjątkowo. Jestem innym Emilem. Teraz przymilam się do każdego, pozwalam dotykać, głaskać i przytulać. Co najważniejsze- sprawia mi to przyjemność.

Cóż mogę powiedzieć oprócz dwóch, ważnych słów: dziękuję i przepraszam.

Mam nadzieję, że nikogo nie skrzywdziłem swoim zachowaniem. Tęsknie za opiekunką, ale rozumiem jej decyzję. Nie przepadam za dziećmi… wybaczcie. Liczę, że to zrozumiecie. Czekam teraz na kolejną szansę od losu.
Czy ją dostanę?
Nie wiem… Wiem tylko tyle, że chcę kochać ludzi, ponieważ to wspaniała miłość.