Jestem Felix, wyjątkowy husky. Wiem o tym, że nie jestem taki, jak inne psy. Mam bardzo specyficzny charakter nie tylko ze względu na rasę, ale także na sposób, w jaki zostałem wychowany. Mój Pan dostał mnie w prezencie od rodziców jako małego, słodkiego i niesamowicie puchatego szczeniaczka. Wiadomo, jak to szczeniak- rozrabiałem, niszczyłem wszystko, co spotkałem na swojej drodze i wciąż szukałem czegoś do zabawy. Mój Pan lubił, gdy podgryzałem jego ręce. Śmiał się wtedy i szarpał nimi, zachęcając mnie do zabaw. Podobnie było z jego nogami. Był taką moją maskotką. Chwalił mnie za to, wciąż powtarzał „dobry pies!”.

Gdy jednak podrosłem, moje zęby stały się twardsze, a uścisk szczęki mocniejszy, Pan z zaniepokojeniem patrzył na mnie i mówił, że robię źle. Z każdym dniem było coraz gorzej. Podczas zabawy odpychał mnie, kilka razy nawet uderzył w łepek. To nie było miłe. Czułem się w takich momentach bardzo dziwnie. Zupełnie nie rozumiałem, co takiego zrobiłem, że zostałem potraktowany przez niego w ten sposób. Nie starał się nawet wytłumaczyć mi, co powinienem zrobić, aby naprawić swoje zachowanie. Po prostu któregoś dnia wsadził mnie w swój samochód i zawiózł do miasta. Tam mnie wypuścił i czym prędzej odjechał.

felix

Tego dnia stałem się bezdomny. Straciłem azyl, w którym mieszkałem od szczeniaka i ukochanego człowieka. Dlaczego tak się stało? Co zrobiłem, że nie zasłużyłem nawet na słowo wyjaśnienia? Czy ja nie jestem traktowany jako istota, która myśli i czuje? Można mnie tak po prostu zostawić i uciec ode mnie…?

Jak się jednak okazuje, to nie był jedyny, smutny moment w moim życiu…

Trafiłem do schroniska dla psów. Miejsca, w którym przebywają nikomu niepotrzebne, zapomniane zwierzęta… Stałem się jednym z nich…

W schronisku opiekunowie zapoznali się ze mną i niestety nie byli zachwyceni moim zachowaniem. Wtedy zrozumiałem, że moje zabawy z podgryzaniem nóg nie były dla innych wcale takie wesołe. Nie potrafiłem jednak oduczyć się tego zachowania. Robiłem tak, odkąd pamiętam. Mój Pan mnie chwalił i mówił, że robię dobrze.
Już niczego nie rozumiałem… o co Wam wszystkim chodzi?- pomyślałem.
Wy, ludzie, jesteście jacyś dziwni! Robicie z nas nienormalnych? Chcielibyście, żeby ktoś tak Was traktował? Żeby jedni ludzie mówili Wam, że coś robicie tak, jak należy, a następnie odchodzili od Was, twierdząc, że jednak robicie to źle?
I jak my mamy Wam na nowo uwierzyć, zaufać? Jak…?!

Na całe szczęście moi schroniskowi opiekunowie nie wyrzucili mnie tak, jak mój Pan. Próbowali wiele razy oduczyć mnie nawyku podgryzania. Odwracali moją uwagę, zajmowali czymś innym. Pomysłów było wiele. Widziałem, że się starają, ale nie byłem w stanie ot tak, z dnia na dzień przestać.

Któregoś dnia przyjechała po mnie młoda, radosna Pani. Chciała mnie zaadoptować. Dowiedziała się wszystkiego o moim zachowaniu, mimo to podjęła się współpracy ze mną.
Jupi, jupi, jupi! Mam dom! Ktoś znowu mnie kocha!

Moja radość trwała kilka miesięcy.
Chyba jestem jakiś pechowy. Nie mam szczęścia w miłości.
Wróciłem do schroniska. Powód? AGRESYWNY. Taki wyrok obciążył moje piękne imię.
Felix- AGRESYWNY. Agresywny Felix. Felix, który jest agresywny- jak tam wolicie.

Gdy podjechaliśmy pod mury schroniska ucieszyłem się. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to nie tylko krótka wycieczka. Przywitałem się ze znanymi mi psiakami. Dawno ich nie widziałem. Niektóre nabrały nieco wagi. Inne były bogatsze o nowe, siwe wąsy.

Ależ byłem naiwny i głupiutki. Jak mogłem wmówić sobie, że to tylko przejażdżka…?

Następnego dnia moje kolorowe oczęta ujrzały znane im opiekunki. Wyprowadziły mnie na spacer, aby sprawdzić, czy rzeczywiście jestem taki AGRESYWNY.
No tak, oczywiście okazało się, że zero w moim umyśle agresji. Może jestem szalonym Felixem, chcącym się bawić i to w taki troszkę zwariowany sposób, ale nie jestem agresywny.

Na tym spacerze byłem już innym psem. Zamyślonym, nieobecnym. Ucieszyłem się na widok opiekunek, ale przyznam szczerze, że później już mnie nie interesowały. Mogły robić dosłownie wszystko. Cmokać, wołać, głaskać, dawać smakołyki. Nic nie było w stanie zrobić na mnie wrażenia. Spacer był dla mnie jedynie okazją do tego, aby upewnić się, czy za bramą i może gdzieś jeszcze dalej od schroniska nie ma przypadkiem mojej Pani.

Jak myślicie?… oczywiście, że nigdzie jej nie było!
Zostawiła mnie, jak kiedyś mój Pan.
Pan, Pani… Nie chce tak nazywać ludzi, którzy powinni mnie kochać. Takich ludzi nazywałbym ukochanymi. Pan i Pani okazali się mi zupełnie obcy, nieznani. Myślałem, że wiem o nich wiele. W rzeczywistości nie wiedziałem nic.

Wiecie, jak czuje się pies, który został oszukany, zraniony, zapomniany?
I znowu: oszukany, zraniony, zapomniany…?
Oczywiście, że nie wiecie. Skąd mielibyście wiedzieć. To nie Wy jesteście „tylko” psami.
A jak czulibyście się, gdyby ktoś wsadził Was do więzienia i nie powiedział za co?
Każdy dzień dłużyłby się potwornie, bylibyście samotni i co najgorsze, mieli świadomość, że jesteście NIKIM dla ludzi, którzy kiedyś Was kochali…
Nie życzę Wam, abyście kiedykolwiek przekonali się o tym, co znaczy być kochanym, a następnie w straszliwy sposób porzuconym i zapomnianym.
Najgorsze, co może być to utracona miłość…
Morał z tego taki, że nie jestem ani agresywny, ani przez kogoś kochany… czyli jestem niekochany bez powodu…