Hej Ludziska! Jestem Fux! Dlaczego takie imię? Otóż w młodości (tak, tak, wiem- nie wyglądam na zbyt dorosłego ani z wyglądu, ani z zachowania) gdy byłem słodkim maluszkiem, ja i moi trzej bracia zachorowaliśmy na straszliwą chorobę. Doskonale pamiętam jej nazwę, ponieważ zabrała za Tęczowy Most moje najdroższe rodzeństwo. Była to parwowiroza… bezwzględna choroba, która atakuje najczęściej małe, niewinne istoty. Niestety, moi bracia nie poradzili sobie z nią, musieli odejść… Mnie się udało, jako jedynemu. Stąd moje imię- Fux.

Mieszkałem w domu z ponad dwudziestoma innymi psami. Nasz Pan miał bardzo dobre serce. Może nawet za bardzo, ponieważ inni ludzie w pewnym momencie zaczęli to wykorzystywać. Widzieli, że przygarnia każdego psiaka więc postanowili co jakiś czas podrzucać nam nowych kolegów. W ten oto sposób zebrała się niezła brygada. Szaleliśmy po całym domu, bawiliśmy się w wyścigi, zapasy i najgłośniejsze szczekanie. Było naprawdę super! Jednak pewnego dnia do drzwi zapukali jacyś obcy ludzie. Powiedzieli naszemu Panu, że musi nas oddać do schroniska, ponieważ jest nas za dużo. My jeszcze nie wiedzieliśmy do końca o co chodzi i co się z nami stanie, ale widok załamanego Pana był najsmutniejszym, jaki widziałem w swym krótkim życiu. Nasz kochany Pan. Dawał nam tyle miłości, a teraz musiał się z nami rozstać. Powiedział nam, że bardzo nas kocha i na pewno będzie nam lepiej. Ale jak to? Nam jest przecież dobrze! Może czasem się kłócimy, ale to takie żarty! Nie chcemy odchodzić! Co z nami będzie?

Ten dzień zapamiętam na długo, podobnie jak moment, w którym straciłem braci. Ludzie, którzy przyszli do naszego domku wsadzili nas w klatki i zawieźli w nieznane nam miejsce. W trakcie podróży pocieszaliśmy się nawzajem, dziewczyny strasznie płakały, ale tłumaczyliśmy im, że nasz Pan obiecał- nic złego nam się nie stanie. Powiem Wam szczerze, że też się obawiałem, ale nie chciałem tego pokazać. Wciąż zastanawiałem się nad tym gdzie nas zawiozą i co będą z nami robić. Pytałem sam siebie o to, czy będziemy jeszcze kiedyś mogli pobawić się razem, poganiać i radośnie poskakać. Gdy tak sobie rozmyślałem samochód zaczął zwalniać. Zatrzymaliśmy się, usłyszałem jak ktoś wysiada i łapie za klamkę drzwi. Zobaczyłem psy, dużo psów. Co ja mówię! Ich było mnóstwo! Pierwsza myśl- ale super! Ilu nowych kolegów do zabawy!

Ludzie wyjęli nas z klatek i zanieśli do jeszcze większych klatek. Musieli nas rozdzielić, powiedzieli, że nie zmieścimy się wszyscy w jednym boksie. Moje przyszywane siostry ogromnie przeżywały całą sytuację. Zaczęły się przekrzykiwać, płakać, lamentować. Nagle przerwał im jakiś głos zza ściany: „Cicho! Ile można jęczeć?! Co się Wam stało? Mówcie!” Dziewczyny oczywiście znowu postanowiły, że każda z nich będzie mówić jako pierwsza i zupełnie nie dało się ich zrozumieć. „Cisza! Jesteście w schronisku. Nic złego Wam nie grozi. Ja jestem Fin. Nie krzyczcie tak, głowa już mnie od Was boli. Jak się uspokoicie to jutro pogadamy”. Ku mojemu zdziwieniu siostry już się nie odezwały ani słowem. No dobra, oczywiście próbowały coś wyszeptać, ale nikt nikogo nie rozumiał. Poza tym byliśmy tak strasznie zmęczeni, że nie myśleliśmy o niczym innym, jak tylko o śnie.

Kolejne dni nie były łatwe, nie wiedziałem co się dzieje z resztą naszej rodziny. Pewnego dnia przemówił do nas Fin- pies, który uciszył dziewczyny i obiecał, że z nami porozmawia.
– Hej maluchy! Już lepiej?
– Kim jesteś? Czego od nas chcesz?- zapytała Zuzia.
– Spokojnie, jestem przyjacielem. Nie mam złych zamiarów. Jak wylądowaliście na ulicy? Porzucenie czy ucieczka?
– O czym Ty mówisz? Nasz Pan wcale nas nie porzucił! Nie obrażaj go!
– Co zatem jest przyczyną Waszego pobytu w schronisku?
– No właśnie tak do końca to nie wiemy… ludzie przyjechali do naszego domu i nas po prostu stamtąd zabrali. Nasz Pan powiedział, że jest na zbyt dużo i on nie może już sobie z nami poradzić.
– Widziałem, że jest Was naprawdę sporo. Nie martwcie się, dobrze trafiliście. Jesteście młode i ładne, szybko znajdziecie nowe domy.
– Nowe domy? Ale my chcemy wrócić do naszego! Nie chcemy żadnych nowych! Kiedy nas stąd zabiorą?!
– Niestety, muszę Was rozczarować. Skoro tu trafiliście i Wasz Pan musiał Was oddać to już do niego nie wrócicie. Spokojnie, przyjdą nowi ludzie i na pewno się Wami zaopiekują.
– Beza, powiedz Finowi, że wcale nie pójdziemy do nowych domów!
– Słyszysz Fin? Nigdzie się nie wybieramy!- wtrąciła szybko Beza.
– Niech Wam będzie… poczekacie trochę i zrozumiecie, o czym mówię…

fux

Codziennie rano widywałem moich towarzyszy, biegających po terenie schroniska. W trakcie sprzątania ich boksów mogły wyjść i podejść do nas. Maluchal i Rudolf powiedzieli, że ich sąsiadka też wspominała o nowych domach. O co im wszystkim chodzi? Czy my naprawdę nie możemy wrócić do naszego domku? Innym razem spotkaliśmy Pipi, naszą domową pielęgniarkę. Przyszła sprawdzić, czy dobrze się czujemy.
– Kochana Pipi! Powiedz proszę, że niebawem wrócimy do naszego Pana!
– Przykro mi, musimy się z tym pogodzić. Z tego, co usłyszałam wynika też to, że na pewno nie znajdziemy już wspólnego domu. Każdy z nas będzie miał swój…
Dziewczyny na te słowa aż zaczęły się trząść.
– Nie bójcie się. Będzie dobrze, możemy się codziennie spotykać i rozmawiać.
– ale Pipi, to już nie to samo, tęsknimy za Wami!
– ja za Wami też! Musimy być dzielni! Zobaczycie, wszystko będzie dobrze- tak jak obiecał nam Pan.

Powiem szczerze, że nie było nam łatwo przyzwyczaić się do myśli, że już nigdy nie będziemy razem. Jednak z każdym dniem i kolejną adopcją któregoś z nas uświadamialiśmy sobie, że nie jest tak źle. Opiekunowie dbają o nas i zapewniają wiele atrakcji. Dzięki nim czas leci szybciej i powoli zaczynamy się tu czuć jak w domu, takim nowym. Chodzimy na spacery, ludzie robią nam zdjęcia, bawią się z nami i mocno przytulają. W lato na wybiegu mieliśmy nawet basen z wodą! Ale ubaw! Wskakiwałem do niego jak szalony! To cudowne uczucie być takim mokrym i wolnym! Moje siostry oczywiście nie miały zamiaru się brudzić więc tylko się przyglądały. Ja nie chciałem odpuszczać sobie takiej zabawy, korzystałem ile się da! Kochani ludzie, nawet nie wiedzą, jak bardzo nam tym pomagają. Ja na początku troszkę się bałem, ale już teraz jestem pewny, że nic złego nam tu nie grozi. Schronisko jest fajnym miejscem. Mamy tu wielu przyjaciół, z którymi codziennie rozmawiamy. Dzielimy się naszymi przeżyciami, radościami i smutkami też. Opowiadamy sobie o różnych człowiekach, o tym, że jedni są dobrzy, a inni nie do końca.

Okazuje się, że nasz Pan był wspaniały, ponieważ dbał o nas i nas nie porzucił. Inne psy nie miały tyle szczęścia. Naszego dobrego kumpla, Fina jego Państwo pozbyli się, ponieważ stwierdzili, że jest za duży. Gdy był szczeniakiem wszystko było w porządku, a jak urósł to nagle przestał być już taki fajny. Głupi powód, prawda? Edzia też właściciele się pozbyli, wyrzucili w mroźną zimę prosto na ulicę. Był taki chudziutki i smutny. Teraz Ed wygląda pięknie! Wszystkim się podoba.
No właśnie, każdy z nas jest piękny i fajny na swój sposób. Każdy z nas ma inny charakter, inne wspomnienia. Pomimo to, wiele psów z naszego schroniska wciąż nie znalazło prawdziwego domu. Dlaczego? Przecież Fin jest genialny! Duży, puszysty, a jaki mądry! Ja przy nim czuje się naprawdę głupiutko. Fin potrafi odpowiedzieć na wszystkie trudne pytania. Zna każdą psią chorobę i wie, jak wygląda jej leczenie. Wie, jak należy się zachowywać kiedy przychodzą oglądać nas ludzie. My szalejemy w boksie, tańczymy, skaczemy, popisujemy się. A Fin po prostu patrzy głęboko w oczy, kładzie swój duży łepek na ludzkiej dłoni i wtula najmocniej, jak się da. Ludziom bardzo się to podoba. – I co z tego…?- mówi Fin – wszyscy uważają, że jestem za stary. Mam 9 lat i ich zdaniem długo nie pożyję… a ja będę długo żyć! Przecież psy żyją nawet 18 lat! Może i więcej! Drugie 9 lat życia mam przed sobą. Czy to oznacza, że spędzę je w schronisku…?
– No co Ty, Fin! Zobaczysz, na Ciebie też przyjdzie pora, nie łam się stary! O, przepraszam, nie o to mi chodziło! Nie myślę, że jesteś stary, tak się tylko mówi do kumpli!
– Wiem, wiem, spokojnie…
– Naprawdę! Ja w to wierzę! Jak ktoś będzie chciał mnie zaadoptować to powiem żeby wzięli Ciebie! Obiecuję!
– Daj spokój, rozumiem, że chcesz dobrze, ale to tak nie działa. Nie chcę żeby ktoś przygarnął mnie na siłę. Chcę, żeby ktoś mnie szczerze pokochał. Już mam dosyć fałszywej miłości. Moi Państwo wcale mnie nie kochali. Nie chcę znowu się tak czuć. Chcę być prawdziwie kochany i móc kogoś pokochać na całe moje życie, rozumiesz?
– Rozumiem. Masz rację, jak zwykle z resztą. Będzie dobrze, zobaczysz!
– Wiem Fuxik, wiem…

Któregoś dnia przyszli fajni ludzie, oglądali psy, jednego po drugim. Gdy podeszli do nas i zobaczyli mnie i moje rodzeństwo uśmiechnęli się. Nie słyszałem o czym rozmawiali, chwilę postali i poszli dalej. No tak- myślę sobie- to normalne. Nikt z naszej klateczki im się nie spodobał…
Jakie jednak było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem ich kilka dni późnie! Nasza opiekunka weszła do nas. Zamarłem. Pomyślałem, że ktoś z naszej trójki (mieszkam teraz z Chłopczykiem i Iwo) im się spodobał. Który z nas będzie miał to szczęście i już niedługo trafi do nowego domu?
JA! Wypadło na mnie! Opiekunka podeszła do mnie! Hurraaa!
Idę na spacer, oni idą ze mną!
– Fux, uspokój się, musisz dobrze zaprezentować się przed nimi!- mówiły do mnie psy, które mijałem. One były smutne- ja się cieszyłem. Czułem się jednocześnie dobrze i źle. Okropne uczucie. To może jednak ja tu zostanę? Nie chcę myśleć, że mnie się udało, a inni nadal czekają. Chcę być z nimi, pocieszać ich…!

Za bramą schroniska czekała na mnie jakaś duża, ładna sunia. Miała być moją nową siostrą. Z początku troszeczkę się jej obawiałem, ale poszło mi nawet nieźle. Ludzie okazali się bardzo fajni. Przytulali mnie, głaskali po łepku. Troszkę razem pospacerowaliśmy i odprowadzili mnie do schroniska.
– Opowiadaj jak było!- krzyknął Chłopczyk.
– Chyba w porządku, ale sam nie wiem.
– Jak to nie wiesz?
– Pewnie gdybym się spodobał to już dziś wzięliby mnie do domu, nie rozumiesz?
– Nie łam się, pewnie muszą się zastanowić i wrócą, zobaczysz!

Nie wrócili. Czekałem każdego dnia. Za każdym razem, gdy słyszałem szczekanie psów na widok ludzi modliłem się, aby to byli oni.
Czekałem, czekałem, czekałem… i się doczekałem!
Przyjechali! Są! Przyszli do mnie! Nie mogę się powstrzymać! Tańczę, skaczę, tańczę, tańczę!
Znowu założono mi obrożę i smycz. Chłopaki cieszyli się. Chłopczyk oczywiście musiał powiedzieć „A nie mówiłem?”. Cieszyłem się i ja, ale w tej chwili poczułem, że to już koniec. Już do nich nie wrócę. Chłopczyk, Iwo, Fin, Ed, Pipi, Rudolf, Maluchal, Wera, Rika, Lolek… mógłbym wymieniać w nieskończoność… oni tu zostaną. Jak mam się cieszyć, skoro wiem, że oni będą smutni? No jak…?
– Idź! To Twoja szansa!- mówił każdy mój psi przyjaciel, gdy przechodziłem obok jego boksu.

Tym razem za murami schroniska czekała nie tylko nowa siostra, ale także Gasia- moja koleżanka ze schroniska. Czy to oznacza, że pójdziemy razem do jednego domku? Super!
– Gasiu jak bardzo jestem szczęśliwy!
– Fux, boję się. Wiesz, że nie jestem pewna co do ludzi i ich zamiarów.
– Wiem! Ale nie obawiaj się, już ich poznałem. Są cudowni, zaufaj im.
Posiedzieliśmy sobie chwilkę na dworze, Gasia zapoznała się ze Szpulką, naszą nową siostrzyczką. Człowieki podpisali jakieś kartki i zachęcili nas do wejścia do samochodu. Gdy już siedzieliśmy całą trójką w bagażniku nasze Opiekunki pomachały nam i krzyknęły: „Trzymajcie się!”

Odjechaliśmy. Patrzyłem na bramę schroniska, która z sekundy na sekundę oddalała się. Gasia była wystraszona, razem ze Szpulką dodawaliśmy jej odwagi. Ja w myślach żegnałem się ze wszystkimi psami, które zostały za tą bramą. Dlaczego nie mogę być w pełni szczęśliwy? Dlaczego? Nie mogę przestać o nich myśleć! Życie jest niesprawiedliwe! Wszystkie te cudowne stworzenia nadal będą w smutku czekać i zastanawiać się, czy ktoś je przygarnie… To okropne! Nie chcę żyć! Moje serduszko tego nie wytrzyma!

Starałem się nie pokazywać jak bardzo mi smutno, że opuściłem moich towarzyszy. Pamiętałem ich słowa. To moja szansa. Muszę docenić to, że los się do mnie uśmiechnął. Będę dzielny. Postaram się…

Nasz nowy domek był fantastyczny. Mnóstwo miłości i ciepła. Każdy na moim miejscu skakałby z radości. Ja jednak nie potrafiłem. Przyznaję, nie byłem dzielny. Widziałem, jak Gasia się otwiera, zaczyna się cieszyć z kontaktu z człowiekami. Poświęcili Gasi dużo czasu, głaskali, tulili, pokazywali, że chcą dla niej dobrze. Cieszyłem się jej postępami. Z dnia na dzień była weselsza. Ja byłem przybity, nie potrafiłem walczyć z myślami. Chyba się poddałem. Tak, poddałem się. Przepraszam, nie dam rady! Nie chodzi o to, że jest mi tu źle. Jest cudownie! Ale tęsknię, nie mogę cieszyć się nowym życiem, wiedząc, że oni się smucą…

Moi nowi opiekunowie widzieli, że jestem smutny. Próbowali wszystkiego, aby mnie rozweselić. Dziękuję im za daną mi szansę, ale chcę wrócić, nie jestem jeszcze gotowy…
Opiekunowie zadzwonili do człowieków ze schroniska i razem podjęli decyzję: Wracam.
No cóż. Nic na to nie poradzę. To nie jest tak, że ja nie chcę mieć własnego domku- Chcę! Ale wtedy było za wcześnie dla mnie. Może stało się też tak dlatego, że było nas za dużo. Dwa zupełnie różne psy. Ciężko było dogodzić wszystkim- Gasi, która się bała, Szpulce, która jednego dnia zyskała nowe rodzeństwo i mogła poczuć się niepewnie no i mnie- szalonemu Fuxowi, który jednak jest bardzo wrażliwy i potrzebuję więcej uwagi. Nie jestem na nikogo zły, absolutnie. Jestem wdzięczny za to, że nas zaadoptowali, ale może niepotrzebnie dwoje naraz. Pożegnałem się ze Szpulką i Gasią, życzyłem im wszystkiego dobrego i pojechałem z opiekunami do schroniska.

Czułem się dobrze, choć troszkę żałowałem. Wiedziałem jednak, że ten dom bardziej należy się Gasi. Ona będzie miała tu piękne życie.
Nie mogłem się doczekać powrotu. Gdy zobaczyłem moje Opiekunki uszy podskoczyły mi wreszcie do góry. Ciekawe jak mnie przywitają, czy nie będą na mnie złe?
Nie były! Co za ulga! Przytuliły, powiedziały, żebym się nie przejmował. Ależ ja wcale się w tym momencie nie przejmowałem! Otwórzcie bramę! Szybko!
Ujrzałem ponownie moich przyjaciół!
-Cześć! Wróciłem!
– Co Ty tu robisz?- zapytał zdziwiony Iwo.
– Nie mogłem bez Was wytrzymać! Tęskniłem!
– Jesteś szalony. Żaden normalny pies nie zrezygnowałby z takiej okazji!
– Wiem! Ale nie byłem jeszcze na to gotowy!

Zaczęliśmy bawić się i szaleć tak mocno, aż się za nami kurzyło! Wszyscy ciepło mnie przyjęli, byłem znów wśród wyjątkowych istot. Czułem się dobrze. Wiedziałem, że Gasia jest bezpieczna i szczęśliwa i ja też. Opowiedziałem wszystkim o moich rozterkach. O tym, że starałem się cieszyć, ale nie mogłem. Wspomniałem też o Gasi, która zmieniła się nie do poznania. Dzięki tym wspaniałym ludziom ona może w końcu uwierzyć, że życie u boku człowieka jest czymś fantastycznym.
Wszyscy się wzruszyli. Zrozumieli chyba, o co mi chodziło. Ciężko jest iść nam do nowego domu i widzieć, jak pozostali bardzo cierpią. Ja nie byłem w stanie przestać o nich myśleć. Wciąż zadawałem sobie mnóstwo pytań. Dlaczego akurat ja, a nie np. Fin? Czy śliczna Rika też wreszcie znajdzie domek? Dlaczego dobrych ludzi jest tak mało, a nas tak dużo? Dlaczego ciągle do schroniska przychodzą nowe, porzucone przez człowieka psy? Czy to się kiedyś skończy? Nie jesteśmy zabawkami, którymi można się bawić i rzeczami, które można wyrzucić, gdy stają się niepotrzebne.
Takich pytań jest wiele. Setki, tysiące, a nawet miliony…

Dosyć już smutku! Życie jest po to, aby się nim cieszyć! Mówisz, że nie masz ochoty, nie masz chęci? Boli Cię głowa i życie Cię dobija? Pomyśl w takich momentach o takich Fuxach jak ja, jest nas mnóstwo! My także mamy ciężkie chwile. Ba! Czasami nawet jesteśmy załamani i nie możemy zrozumieć, dlaczego życie potrafi być tak niesprawiedliwe. Ale wiesz co? Nie można się poddawać. Każdy musi walczyć i wierzyć w lepsze jutro. Codziennie pocieszamy się nawzajem widząc kolejne psy, które idą do nowych domów. Jak to mówi nasza sąsiadka z boksu obok: „Każda potwora znajdzie swego amatora”. Choć nie uważam się za potwora, to wierzę w te słowa. Na każdego z nas przyjdzie odpowiednia pora. Problem w tym, że jedni czekają krócej, a inni dłużej. Ale przecież nie możemy spędzić całego życia w schronisku, prawda? Od tego są dobrzy ludzie, tacy jak Wy, którzy prędzej, czy później nas przygarną. Także radzę Wam drodzy moi- nie czytajcie już tylko odwiedźcie nas. Zobaczcie ilu wspaniałych przyjaciół czeka na Was. Nie traćcie czasu, wbrew pozorom nie mamy go dużo. Nie żyjemy tyle, co Wy… Ja i moi wyjątkowi kumple czekamy! Nie zawiedź człowieku!