Witajcie Drodzy Czytelnicy naszego pamiętnika!
Dziś kolej na mnie, psa o imieniu Murzyn. Nie będę Wam jednak opowiadać o tym, jak wyglądało moje życie zanim trafiłem do schroniska, ponieważ nie ukrywam, że chcę zapomnieć o tym rozdziale i już nigdy do tego nie wracać.
Opowiem Wam w zamian za to jak wygląda dzień w schronisku- naszym tymczasowym domku.
Taki dzień zaczyna się bardzo wcześnie, o godzinie 6 rano. Większość z Was zapewne wtedy jeszcze smacznie śpi i ani myśli o tym, aby wyjść spod ciepłej kołderki.

murzyn

Pracownicy od samego rana sprzątają nasze boksy. Schronisko jest podzielone na trzy sektory i każdy pracownik jest odpowiedzialny za przydzielony do niego sektor. Podczas sprzątania boksów wszystkie psy są wypuszczane na teren schroniska, aby mogły się do woli wybiegać. Oczywiście nie wszystkie naraz, ale każdy po kolei. Ja podczas czyszczenia mojego kojca biegam po dużym wybiegu, ponieważ nie przepadam za innymi psami. Opiekunowie wprowadzają mnie więc na wybieg ze względów bezpieczeństwa. Nie chcą, aby żadnemu z nas stało się coś złego. Nie wszystkie psy się lubią, każdy z nas ma inny charakter i pracownicy to rozumieją. Obserwują nas i kiedy zobaczą, że podbiegamy do innych boksów, aby kłócić się z psami, wprowadzają nas na wybieg. Ja bardzo lubię owy wybieg, ponieważ jest na nim mnóstwo ciekawych przeszkód, jest budka, w której można się schować i co najważniejsze, z wybiegu widać dosłownie wszystko. Obserwuję sobie czasem psiaki. Jeden nasiusia na budynek, drugi na jakiś krzaczek. Zazwyczaj psy, które przebywają w boksach parami ścigają się, biegając po terenie. Robią to tak szybko, że aż się za nimi kurzy!
Wracając do porządków w boksach, nasi opiekunowie sprzątają je dokładnie i powoli. Myją nasze miseczki, sprawdzają, czy słoma w budach jest sucha. Każdy z nas ma w swojej budce miękką, pachnącą słomę.
Gdy już kojec jest czyściutki, opiekun woła nas, pokazując paróweczkę. My na ten widok czym prędzej wracamy, ponieważ parówki są tak smaczne, że nie sposób im się oprzeć.
Sprzątanie trwa do godziny 12. Wtedy przychodzi czas na przygotowanie dla nas posiłków. Wielka maszyna mieli mięso, a w ogromnym garnku gotuje się makaron. Czasami podczas biegania po terenie lubimy wskoczyć do kuchni i skosztować choć odrobinkę tego pysznego jedzonka.
Od godziny 12 mogą nas odwiedzać wszystkie osoby zainteresowane adopcją jednego z nas. Wtedy przychodzą także ukochani wolontariusze. Zawsze możemy liczyć na miłe i ciepłe słowa. Następuje niezliczona ilość głasków i całusów. Bardzo lubimy ten czas, lubimy bowiem być blisko ludzi. Pomimo tego, że wielu z nas zostało niegdyś źle potraktowanych przez człowieka, nasi opiekunowie i wolontariusze stale przekonują nas, że są także dobrzy ludzie. Mają rację! Dlatego gdy widzę kogoś, od razu zaczynam kręcić kółka z radości, łapię moją zabawkę i podrzucam najwyżej jak tylko potrafię. Każdy mówi wtedy „Oooo, zobacz jaki super psiak!”. Mogę liczyć na podrapanie za uszkiem i kilka ciepłych spojrzeń.
Pomiędzy godziną 12, a 15 na dwóch wybiegach wciąż zamieniane są psy, aby dodatkowo mogły się wybiegać i bawić do woli. Mamy taką słodką trójkę: Yaris, Agat i Bill- nasze schroniskowe grubaski. One także biegają jeszcze raz po wybiegu, ponieważ muszą zrzucić nieco ciałka.
Śmiejemy się, że są na wczasach odchudzających.
Pracownicy mają także wtedy czas, aby posprzątać teren po naszej porannej toalecie.
O godzinie 15 wszystkie psiaki zaczynają głośno szczekać. Wiedzą, że nadchodzi czas karmienia. Krzyczymy wszyscy ile tchu! Nie możemy doczekać się tego wspaniałego, ciepłego posiłku. Pracownicy podchodzą, nakładają z takiej ogromnej miski porcję jedzenia i robią „chlap” do naszej miseczki. Ogony aż wszystkim huczą od merdania!
Gdy już napełnimy nasze brzuszki i poczujemy przyjemne ciepełko kładziemy się zgodnie do swoich budek i zasypiamy. Wreszcie możemy odpocząć od hałasu i odprężyć się.
Jedynie jeszcze o godzinie 18 pracownicy chodzą po schronisku i doglądają, czy wszystkie psy mają wodę w miskach i czy wszystkie śpią w budzie.
Kiedy okazuje się, że jeden z psó w nie śpi w budzie z drugim, dostawiają mu nową- jego własną.
Opiekunowie bardzo dbają o to, aby było nam jak najlepiej. Doceniamy to i jesteśmy bardzo grzeczne. Słuchamy się i nie psocimy, pomimo, że jest nas tak dużo, nie sprawiamy żadnych problemów.
Jak widzicie, praca w schronisku nie jest łatwa. Współczujemy pracownikom, widzimy ile muszą się napracować, a pomimo tego mają jeszcze siłę żeby z każdym z nas się pobawić, przytulić, poklepać po grzbiecie. Cieszę się, że trafiłem do tak dobrego miejsca.
Jest mi tu cudownie, a dodatkowo mam szansę na prawdziwy, kochający dom.
W schronisku wbrew pozorów mamy dużo stresów. Od godziny 6 do 12 jesteśmy bardzo pobudzeni, wciąż szczekamy, widząc psy biegające po terenie.
Stale musimy czuwać, gdy jeden pies zacznie szczekać, odzywa się całe schronisko.
Nie dziwcie się zatem, że niektóre z nas pomimo młodego wieku mają siwe pyszczki. Tak to już jest, że w schronisku troszkę szybciej się starzejemy.
Proszę Was zatem w imieniu swoim i moich psich kolegów- adoptujcie choć jednego psa ze schroniska! Odmienicie jego życie i zyskacie wyjątkowego, najwierniejszego przyjaciela pod Słońcem!